
Opowiem wam bardzo dziwną historię; może pomożecie mi ją zrozumieć. Na stawie pływało kilka łabędzi, a na brzegu siedziała mamusia otoczona maluszkami. Sielanka. Po chwili gromadka weszła do wody i spokojnie zaczęła pływać, coś tam podjadając. Łabędzie dobierają się w pary na całe życie i razem wychowują małe. Tutaj widziałam tylko mamusię. Taki układ jest typowy dla kaczek, ale nie dla łabędzi albo gęsi. Po dłuższej chwili do mamusi zaczął się zbliżać drugi łabędź, i to raczej jak łódź motorowa niż spokojna łódka. U łabędzi nie ma wyraźnego dymorfizmu płciowego, więc nie wiem, czy był to pan, czy pani. Istotne jest to, że zaczął gwałtownie nacierać na mamusię i zbliżać się do dzieciaków, a tymczasem dzieciarnia uciekała z piskiem i rozpaczliwie biegła do mamusi. Kiedy mamusia widziała, że gwałtowny łabędź się zbliża, odsuwała się od dzieci i brała na siebie atak. Potem znowu wracała do dzieci. Zauważyłam, że od kiedy zaczęły się te ataki, mamusia zaczęła podpływać do mnie bliżej, jakby szukała we mnie obrońcy. A ja miałam dylemat, bo nie wiedziałam, czy gwałtowny łabędź jest przemocowym ojcem, ale to jego żona i dzieci. Czy może mąż mamusi zginął, nie ma obrońcy, a ta gwałtowna łabędzica chce odbić jej małe, bo nie wyprowadziła w tym roku swojego lęgu. Jak myślicie? :)
































