Schodziłam z góry i tak sobie myślałam, że ostatnio, kiedy tędy szłam na polance pasło się kilka saren. Sarny raczej nie zmieniają miejsc żerowania, więc miałam podstawy, żeby znowu na tę polankę zajrzeć. I... stanęłam oko w oko z sarenką. Nie wystraszyła się, nie uciekła, więc zrobiłam jej zdjęcie, potem kolejne, a potem padłam na kolana, żeby mieć lepszy kadr i żeby trochę mniej przypominać człowieka. No i padłam na coś ostrego, to był chyba oset. Przyjemność żadna, wierzcie mi, ale nie śmiałam się ruszyć. Szybko uznałam, że sarenka jest ważniejsza niż mój komfort i przeklęczałam tak na tym oście aż pies przepłoszył mi modelkę :)
