Kocurek mnie rozbawił. Wracałam sobie ze zdjęć, kiedy zobaczyłam go siedzącego na ścieżce. Podchodziłam coraz bliżej, a on od czasu do czasu oglądał się na mnie. No nic, nie ucieka, to podchodzę. A kot usiadł tak właśnie malowniczo, patrzył na mnie długo i leniwie, z kocią obojętnością. I nagle, jakby dotarło do niego kim jestem - olśnienie w oczach, wystrzał i już go nie ma. Najpierw się uśmiałam, a potem pomyślałam, że może biedak ma problemy ze wzrokiem i z węchem - no zdarza się najlepszym :)
