niedziela, 28 czerwca 2026

Siedziałam nad brzegiem i przyglądałam się życiu rodzinnemu kokoszek. Widziałam, że rodzice dają im bardzo dużo swobody, często odpływając na spore odległości. Małe kokoszki same szukały sobie jedzenia i tylko od czasu do czasu podpływały do rodziców po jakiś przysmak. Fotografowałam właśnie maluszka, kiedy gwałtownie otworzył dzióbek i... coś go wciągnęło pod wodę. To był moment. Już nie wypłynął. Nikt o niego nie zawalczył. Było mi tak przykro. Ale wiedziałam, że nic nie mogę zrobić. Biedne maleństwo zginęło, żeby drapieżnik miał śniadanie dla siebie i dla swojej rodziny